Credo

Adam Romaniuk

Prof. dr hab. Adam Romaniuk Ur. 25.01.1949r. w Gliwicach.

adamrom@poczta.fm

Absolwent katowickiego Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w 1973 w Pracowni Projektowania Graficznego prof. Gerarda Łabusa, aneks w Pracowni Druku Wklęsłego prof. Andrzeja Pietcha. Uprawia grafikę warsztatową (litografię, serigrafię, grafikę cyfrową) oraz grafikę projektową (projektowanie książek, grafikę prasową, plakat). Zorganizował ponad 60 wystaw indywidualnych oraz brał udział w ponad 300 wystawach w kraju i za granicą. W katowickiej ASP pełnił funkcje kierownika katedry, prodziekana oraz prorektora do spraw studenckich i badań naukowych. Zaprojektował ponad 100 wydawnictw książkowych i albumowych oraz ponad 70 znaków firmowych (35 zostały wdrożone). W latach 2006-2011 był członkiem Zarządu Międzynarodowego Triennale Grafiki w Krakowie. W latach 2005-2012 pełnił funkcję kuratora Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach, a od 2012 jest członkiem Rady Programowej. W latach 2008-2015 był członkiem Państwowej Komisji Akredytacyjnej w Warszawie. W 2011 roku otrzymał od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W latach 1978-1983 prowadził kolejno Pracownię Projektowania Typograficznego, Zespoloną Pracownię Kompozycji, Liternictwa i Typografii na macierzystej uczelni. W latach 1984-1991 prowadził Pracownię Projektowanie Książki. W latach 1985-1989 pełnił funkcję członka Rady Programowej Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu. Od 1991 do 2000 roku kierował Pracownią Druku Płaskiego/Litografii, a od 2000 Pracownią Technik Nietradycyjnych. Od 2003 prowadzi Pracownię Technik Cyfrowych w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. W 2009 roku rozpoczął pracę na Wydziale Sztuki Politechniki Radomskiej (obecnie Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu), gdzie prowadzi Pracownię Grafiki Cyfrowej. Był promotorem ponad 170 dyplomów magisterskich i ponad 90 dyplomów licencjackich.

CREDO

„Dialog z cyfrowym cieniem” Ciepłe letnie popołudnie. Słońce już przemknęło nad blokami i schowało się z pola widzenia. Pejzaż miejski limituje je w przestrzeni mieszkania. Jedynie ogromny bilbord, osłaniający rusztowania przyjmuje rzucane na niego cienie. Paradoksalnie, to właśnie ten bilbord był kiedyś cieniem obrazu cyfrowego, a może nadal nim jest, wysuwając się tak mocno w przestrzeń publiczną. Wizualność stała się nadprodukcją obrazu, który już niczego nie wyraża, nie wyjaśnia, nie jest tajemnicą ani nie niesie ze sobą intencji. Jest odartym z całej swojej poezji bezdusznym komunikatem, wrzucanym w niezagospodarowaną przestrzeń, nie zajętą jeszcze przez inne media. Upychanym wszędzie, już nawet nie po kątach. Dopada jednostkę w każdej wolnej przestrzeni myśli. Nie tylko w przestrzeni miejskiej, lecz włączając w to również przestrzeń wirtualną. Rozrósł się do gigantycznych rozmiarów, brutalnie epatując swoją oczywistością. To jest jego największa klęska. Obraz stał się oczywisty. Stał się przestrzenią nieprzedstawiającą żadnej głębszej idei, myśli, iluzji, lecz będącą rzeczywistością samą w sobie. Nie skrywa w sobie żadnego wzruszenia, pozbawiony poezji, subtelności, epatuje swoją brutalnością. Nie stało się to z dnia na dzień. Początki transformacji pojawiły się wraz z pierwszymi fotografiami, potem kinem, a w końcu z ekranem komputera. Ekran ten rozrósł się na miliony urządzeń przenośnych, zarazem powiększając i pomniejszając skalę swojego przedstawienia. Zamienienie obrazu analogowego na cyfrowy było kolejną jego transformacją. Czy to był właśnie ten moment w którym wszedł w fazę cienia? Czy objął tylko dziedzinę grafiki? Czy smuga szarego cienia rozeszła się na wszystkie jego przejawy? Co się z obrazem cyfrowym podziało i jakie mogą być jego dalsze losy? Czy warto wchodzić w jakikolwiek dialog z nim? Czy można jeszcze czegokolwiek od niego oczekiwać? Nie sposób nie wspomnieć o Jean'ie Baudrillar'dzie, który kryzys obrazu bezpardonowo obwieścił w „Spisku sztuki”, gdzie pisze, że „od sztuki w sensie ścisłym przeszliśmy w sferę swego rodzaju transestetyzacji banalności” (Jean Baudrillard, „Spisek sztuki”, wyd. Sic, Warszawa 2006, s. 105). Jego krytyka skierowana była w kierunku sztuki, ale i obrazu, który zmienił swoją intencję, potencjał oraz wyznaczył nowy kierunek rozwoju. Baudrillard wydobywa swój punkt patrzenia na obraz w momencie największego zachwytu nad nowymi mediami. Obrazy tradycyjne tworzyły złudzenie rzeczywistości, co widoczne jest w historii obrazu i zmianie jego stosunku do przedstawianej rzeczywistości. Jean Baudrillard rozróżnia kilka faz: obraz, jako odzwierciedlenie głębokiej rzeczywistości, obraz, jako wypaczenie głębokiej rzeczywistości, następnie obraz skrywający nieobecność głębokiej rzeczywistości, by wreszcie dobrnąć do obrazu, który nie ma związku z jakąkolwiek rzeczywistością. Trzy pierwsze fazy pozostają w kontakcie ze złudzeniem, podczas gdy czwarta rozdziela obraz i złudzenie, po to by zastąpić rzeczywistość obrazem. Pisze w „Symulakry i symulacja”: „Przejście od znaków, które coś skrywają, do znaków, które skrywają, że nic nie istnieje, stanowi decydujący zwrot. Pierwsze odsyłają do teologii prawdy i tajemnicy (…). Drugie rozpoczynają epokę symulakrów i symulacji, w której nie ma już Boga, mogącego rozpoznać swoich, nie ma sądu ostatecznego, podczas którego fałsz zostałby oddzielony od prawdy, rzeczywistość od swego sztucznego zmartwychwstania, gdyż wszystko jest już martwe i z góry wskrzeszone”. A dalej wyjaśnia: „W ten oto sposób symulacja objawia się w stadium, które dotyczy nas bezpośrednio, jako strategia rzeczywistości, neorzeczywistości i hiperrzeczywistości (...)”. (Jean Baudrillard, „Symulakry i symulacja”, wyd. Sic, Warszawa 2005, s.11-12). Te mocne słowa nakreślają jeszcze bardziej sytuację obrazu we współczesnym świecie, gdzie staje się on nadrzędny w stosunku do swojego przedstawienia. Alicja Głutkowska-Polniak trafnie przybliża koncepcję Baudrillarda: „Dziś nie ma już miejsca na potęgę złudzenia, obserwujemy zanikanie złudzenia na rzecz obsceny widzialności, nieubłaganej przejrzystości wszelkich rzeczy. Wszystko pragnie się ujawnić, uwidocznić, wystawić na widok publiczny; wszelkie artefakty pragną coś znaczyć, chcą być zobaczone, zarejestrowane. Z jednej strony świadczy to o zaniku iluzji, tajemnicy, ukrycia, niedopowiedzenia – kategorii tak ważnych dla sztuki, z drugiej natomiast, ukazuje siłę znaków, siłę obrazów, które dziś, według Baudrillarda, dyktują nam warunki, pod których niejako rządami się znajdujemy”. (Alicja Głutkowska-Polniak, „Ironiczna dyktatura obrazów w koncepcji Jeana Baudrillarda”, [w:] „Obrazy i obrazowanie w dobie mediów cyfrowych”, wyd. ASP w Katowicach, Katowice 2010, s.109) Czy Baudrillard miał na myśli rozprzestrzenienie się wizualności do tego stopnia, że stała się ona rzeczywistością samą w sobie? Obraz zdominował życie jednostki w każdym jego aspekcie? Przecież złudzenie, tajemnica, iluzoryczność było niegdyś podstawą przedstawienia obrazowego. Co się z nim teraz stało? Czy obraz cyfrowy wyszedł ze swojego cienia, czy jeszcze bardziej w niego wstąpił? Obserwuję to zjawisko już od wielu lat. Niegdyś miałem obawy o przyszłość obrazu, teraz szukam wizji jego dalszego rozwoju, z zaciekawieniem czekając, która z nich podda się realizacji. Stanowisko Jean'a Baudrillarda wskazuje, że wyprzedził on epokę. Już w zalążku zaobserwował zmiany, które zaszły w obrazie. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Zaobserwowałem, że obraz w dobie cyfryzacji wszedł w fazę cienia. Kiedy po raz pierwszy użyłem tego tytułu dla jednej z wystaw, miałem na myśli, jego ówczesną kondycję w obszarze grafiki artystycznej. Na przestrzeni lat uległa ona przeobrażeniu, a jego dalsze losy, stają się zagadką. To obraz dyktuje teraz warunki, a ludzkość się do nich dostosowuje. Wspomniana „przejrzystość wszystkich rzeczy”, już nawet nie razi. Wydaje się, że ludzie zapomnieli, jak można obcować z obrazem. Przeraża mnie ten billboard. Obraz przestał cokolwiek wyrażać, stał się pusty, jest wyłącznie czystą informacją albo dekoracją. Ograniczył się do kosztu druku, nie niosąc za sobą już nawet wartości artystycznej. Nawet jeżeli ją posiada, to klient przyzwyczajony jest, że płaci za materiały a nie za ideę. Bardziej liczy się dla niego rodzaj papieru i kolor ramy, aniżeli wartość znajdująca się w jej obrębie. Obraz przestał cokolwiek znaczyć. Czy zmiany te wprowadziła fotografia, obnażając rzeczywistość z magii? Czy cyfrowa jakość obrazu, który osiągnął maksimum swoich możliwości? Pokazał niedostrzegalne, omijając wszelką iluzję przedstawienia, bezczeszcząc tajemnicę, wywlókł wnętrzności na powierzchnię. Czy warto szukać winnych? Mas media odbierają siłę, która jest domeną oddziaływania obrazu. Stał się on do tego stopnia naturalistyczny, wręcz momentami drastyczny, wchodząc mocno w prywatność człowieka. Nie ma już tematu tabu, śmierć, zabójstwo, kataklizm, filmowane jest wręcz na bieżąco, co zmusza artystę do schowania się w zakamarkach swojego talentu, zaciszu pracowni i zagłębienie się w przestrzenie swojej wrażliwości. Artysta skupił się na tworzeniu treści niezwykle osobistych, mając nadzieję, że znajdzie się na nie odbiorca. Nie konkurując z mediami ani z wszechobecnym naturalizmem dominującym w obrazie. ©

Prof. Adam Romaniuk


do góry
wyślij
drukuj





liczniki odwiedzin